Tak naprawdę nie istnieje
MatrixThe answer is out there, Neo, and it's looking for you, and it will find you if you want it to.
Kiedy po raz pierwszy usłyszałem o tym filmie, nie miałem raczej dobrych skojarzeń. Polskę - wydawało mi się - ominęła promocja tego wspaniałego dzieła braci Wachowski, a o jego "potędze" (wyrosłej bądź co bądź na oryginalnym i niesztampowym podejściu do kina fantastyki naukowej) wiedzieli wyłącznie prawdziwi kinomani.
Tytuł i pogłoski o tym filmie nasuwały mi na myśl mroczne obrazy w rodzaju Strange Days z Ralphem Finnesem i Angelą Basset, czy 12 małp z Bruce'em Willisem - dzieła te nie były złe, wręcz przeciwnie, ale oglądało się je po prostu ciężko. Gęsta atmosfera jakiegoś pesymizmu końca wieku była obecna w każdym momencie filmu. I mimo, że Matrix również opiera się na motywie zagłady świata, jaki znamy - wniósł całkiem świeży powiew. Wydaje się poruszać poważne tematy, pozostając jednocześnie wspaniałym kinem akcji.
Odniosłem wrażenie podziału akcji filmu na niemal dwie niezależne od siebie części. Pierwsza - krótka - kiedy Neo (Keanu Reeves) dowiaduje się powoli coraz więcej szczegółów na temat Morpheusa, i druga, od momentu połknięcia przez Neo pigułki. Pierwsza jest utrzymana trochę w konwencji cyberpunku: świat dealerów narkotykowych i komputerowych hakerów, w którym "coś jest nie tak". Świat raczej nieprzyjazny, wręcz niebezpieczny - tak właśnie postrzega rzeczywistość "mister Anderson", czyli Neo. Dlatego nie waha się (my też się nie wahamy) iść za tajemniczym głosem legendarnego Morpheusa (Lawrence Fishburne), wiedzącego rzeczy, których wiedzieć z pewnością nie powinien i dlatego jawiący się młodemu Andersonowi jako postać mityczna i niemalże nierzeczywista.
Neo podąża za znakami, aż trafia na dziewczynę imieniem Trinity (Carrie-Anne Moss), która na dyskotece szepcze mu do ucha manifest całego filmu ("prawda jest gdzieś tam" - nawiasem mówiąc scena ta przejdzie pewnie do klasyki kina), swoją drogą kojarzący się nieodparcie z innym agentem z zupełnie innego filmu.
Neo zgadza się - z pewnymi oporami - na współpracę z nieznaną organizacją. Prowadzony przez Morpheusa i jego załogę, nękany przez agenta Smitha (w tej roli wprost niesamowity Australijczyk Hugo Weaving) poznaje okrutną prawdę. Od momentu połknięcia pigułki (nie martwcie się, nie zdradzę nic więcej) film staje się nieco bardziej nijaki. Zyskuje co prawda znaną z amerykańskiego kina dynamikę (walki wręcz, rzeczywistość wirtualna, zdrada i tajemnica) i nadal jest oryginalny, ale nie jest już wyjątkowy, tak jak nie są wyjątkowe straszydła z "tunelu strachu" po wyjęciu ich na światło dzienne. Chociaż nadal przytłacza nas groza prawdy, jesteśmy oszołomieni tym, czym okazał się świat.
Zastanawiający może byc fenomen Matrixa. Dlaczego film, który nie jest kontynuacją wielkiej sagi sprzed lat, nie jest też rekordowy pod względem budżetu - dlaczego stał się kultowy, skąd wzięło się uwielbienie fanów na całym świecie i natychmiastowa decyzja o dokręceniu kolejnych części?
Wydaje mi się, że jest to efekt przemyślanego pomysłu na przedstawiony w nim świat. Niezależnie od szerokości geograficznej, widzów "kręci" zazwyczaj strach. Pokazując im potwory z odległych galaktyk (seria Obcych, Dzień Niepodległości) sprawiamy, że przez dwie godziny wciskają głowę w fotel, po czym wrócą do swoich spraw. Demonstrując im to, czym sami są (Odmienne stany świadomości, Bastion, Siedem) wywołujemy jeszcze większą dawkę adrenaliny i minimum autorefleksji.
Ale dopiero uświadamiając im, że świat, w którym żyją tak naprawdę nie istnieje i wszystko co się dzieje wokół nich jest fikcją - wzbudzamy prawdziwy Strach, ten sam, który powodował, że w dzieciństwie budziliśmy się zlani potem i przeżywaliśmy jakiś straszny sen niejednokrotnie przez kilka lat, nie umiejąc odróżnić koszmaru od rzeczywistości.
Matrix nie jest pierwszym ani ostatnim filmem tak pomyślanym. Przedtem były mniej lub bardziej udane próby, niekoniecznie osadzone w świecie wymyślonym (choćby System czy Oni żyją). A daję głowę, że motyw, który mieliśmy okazję zobaczyć w Matrixie jest początkiem całej klasy filmów opartych na negowaniu rzeczywistości. Będzie ich więcej, ale pierwowzór pozostanie jeden.
21 grudnia 2011