Psy wokół stada owiec

Strefy zerowe

Cywilizacja ludzka dwudziestego drugiego wieku nawiązuje konktakt z obcymi. Kontakt nie przebiega pomyślnie. To znaczy - nie wiadomo właściwie, jak przebiega, bo z wyprawa konktatowa traci łączność, podobnie jak wysłana po nich ekipa ratunkowa.

Wtedy do akcji wkracza zespół cyborgów, trzech z tysiąca zmodyfikowanych fizycznie i psychicznie ludzi, którzy w tych czasach tworzą armię stojącą na straży spokojnego istnienia ludzkości. Na czele grupy staje Thaal, niezupełnie standardowy przedstawiciel owej formacji, zdolny zachować uczucia, zdolny też do miłości i braterstwa, nawet za cenę zagrożenia swego życia. Ruszają uzbrojeni po zęby, gotowi do zniszczenia nie żywych stworzeń, ale i całych planet.

Tam, dokąd się udają, będą musieli zmierzyć się z mrocznymi stronami naszej cywilizacji jako całości i każdego człowieka z osobna... Petecki podobnie jak Ludziach z gwiazdy Feriego widzi kontakt w nie nazbyt radosnych barwach, ocenia, że na przeszkodzie stanie sama natura człowieka, gwałtowna i niebezpieczna, a przez to nie do zaakceptowania dla innych... Ale czy przypadkiem inni nie byli w swej historii równie barbarzyńscy?

Powieść jest oszczędna w słowach, a dialogi przypominają stenogramy. Czasem, jak to u Peteckiego, czuje się, że coś umyka, że nie do końca jesteśmy w stanie pojąć bohatera... ale czyż w przyszłości ludzie będą myśleli tak jak my?

Cywilizacja przyszłości wydaje się stadem owiec rozstępujących się na widok cyborga - pomyślanego na jej pasterskiego psa - tak panicznie, jakby to był wilk raczej. To zwycięstwo nad barbarzyństwem, to rozbrojenie z niskich instynktów nie wychodzi jej na dobre, choć bohaterowie są zdecydowanie przekonani o słuszności takiej drogi.

Dość mroczną wizję obu stron galaktycznego kontaktu rozjaśnia epizod spotkania Thaala z Liną, lekarką z bazy cyborgów, która w zamian za prośbę o humanitarny sposób działania, prośbę o uratowanie jej siostry, daje mu chwilę szczęścia, wspólnie spędzoną noc, nadzieję na coś więcej po powrocie. To spotkanie dwojga ludzi myślących inaczej niż społeczności do których należą daje nadzieję na szczęśliwe rozwiązanie, choć nie - nadzieję dla całej tej cywilizacji, bo wydają się zbyt osamotnieni i za mało znaczący, by zmienić bieg dziejów.

Bohdan Petecki kreśli obraz podboju kosmosu z rozmachem, operując techniką niby teatralnymi rekwizytami, rysując obrazy i bohaterów w sposób typowy dla klasycznej fantastyki naukowej. Są raczej ilustracją tezy przedstawianej przez autora, pokazywanej niby to w rozważaniach Thaala, niż żywymi istotami poruszającymi się po pełnokolorowym świecie.

W rzeczywistości Strefy zerowe są raczej ostrzeżeniem niż radosną wizją rozwoju ludzkości... a może proroczą wizją? Przekonamy się o tym za ledwie dwieście lat...

Jarosław Zieliński

20 grudnia 1999

Bohdan Petecki
Strefy zerowe
Iskry, Warszawa 1972

Jarosław Zieliński, Psy wokół stada owiec, Altamagusta.pl, 20 grudnia 1999